- Co to ma do cholery znaczyć?! - wydarł się.
Via od razu się skuliła. Był zły na nią, nie na mnie. To nie tak miało być... widząc jednak jak podnosi dłoń, gdy Via mnie broniła, szybko Przyciągnąłem ją do siebie, dzięki czemu mężczyzna chybił. Wyszedł zły a ja lekko przytuliłem przestraszoną dziewczynę.
- Następnym razem siadaj bardziej na brzuchu skarbeczku i będzie Okej. - wyszeptałem jej do ucha.
***
Tydzień minął dziwnie. Czułem się dziwnie. Chyba stało się coś, czego na prawdę chciałem uniknąć. Im bliżej poznawałem Vie, spędzałem z nią cale dnie, zachowywałem się jak jej chłopak... na prawdę sie z niej zakochałem. Już nie chciałem zemsty na Mitchu, a bynajmniej nie posługując się Vią. Nie chciałem jej skrzywdzić, gdy wyobrażałem sobie płaczącą tą słodką istotkę samemu chciało mi sie płakać. Czułem potrzebę chronienia jej przed tym złym światem... jej ojciec ją mocno skrzywdził, trzymając w domu. Jest to intaligentna osoba, jednak niezwykle wrażliwa. Przecież ktoś mógłby ją wykorzystać! Jak ja na początku chciałem... ale juz nie chcę! Na prawdę mi na niej zalezy.
Rozmyślałem tak chodząc wzdłuż brzegu, aż nagle z myśli wyrwał mnie krzyk dziewczyny. W ułamku sekundy mocno się do mnie przytulała, płakała.
- Kevin... - załkała.
- Co się stało skarbeczku? - też ją przytuliłem głaszcząc po plecach.
- Jakiś chłopak... uderzył mnie... w tyłek. - znów zaczęła płakać. - Bardzo mocno... boli. - wydusiła jeszcze.
- Zaraz mi pokażesz go i rozwale mu ryj. - starałem się mówić spokojnie. - Żaden frajer nie będzie dotykał mojego skarbeczka, tak? - ucałowałem ją w skroń.
- Dziękuję... - dalej się mocno we mnie wtulała.
Trochę się już uspokajała, jednak nagle drgnęła.
- Idzie tu... - wyszeptała przestrwszona.
Zobaczyłem mojego brata... to on ją uderzył? Co za świnia.
- Hej mała, czemu mi uciekasz? - uśmiechnął sie a dziewczyna jeszcze mocniej do mnie przytuliła. - Kevin!
- Znasz go? - spytała cicho.
- To mój brat skarbeczku.
- Skarbeczku? O ludzie... mój brat stal się ciotą.
- Kevin nie jest ciotą. - mruknęła do niego, no tak, w chwilach gdy ktoś mnie obrażał stawała w mojej obronie. Tak jak ja w jej.
- Gdzie ty ją znalałeś? Lady ma tyleczek, cycki... ale uciekła z płaczem jak ją klepnąłem w tyłek. To jest żałosne, przez to mam ochotę walnąć ją w ryj a gdy będzie leżeć skopać, aż zacznie pluć krwią. - wycedził patrząc na nią groźnie, przez co schowała twarz w mojej koszulce. - Ale mozesz mi.ją wypożyczyć na noc, będę brutalny, nie będziesz mogła chodzić przez kilka dni suko, rozjebie ci cipe, będziesz się dusić moim kutasem. - mówił wszystko z podnieceniem. (Tak, to psychol XD)
- Via nie jest rzeczą i nawet nie myśl, że pozwolę ci ją tknąć. Jeszcze raz się do niej zblizysz, obiecuje ze pożałujesz. - powiedziałem groźnie i zabrałem stamtąd dziewczynę.
Poszliśmy razem na skały, bolał ją tyłek przez co usiadła mi na kolanach, na których było o wiele miękciej.
- on mi zrobi te wszystkie rzeczy, o których mówił? - pociągnęła nosem.
- nigdy na to nie pozwolę. Poza tym, nie ma prawa cię dotknąć bez twojej zgody. - powiedziałem spokojnie.
- A... czy na prawdę jestem żałosna? - spytała cicho patrząc w swoje dłonie.
- Oczywiście że nie jesteś aniołku. Jesteś urocza, wrażliwa i delikatna, a to absolutnie nie jest żałosne. - mówiłem pewne. Kiedy podniosła wzrok pocałowałem ją delikatnie. - Nie dam cię nikomu skrzywdzić... jakby cię zaczepiał, od razu przychodź do mnie. Kocham cię Via, bardzo cię kocham... - wyszeptałem jej to po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni.
Via?